Ostatnimi czasy mamy okazję bycia świadkami kolejnej próby walki o własność intelektualną. Ja też zdecydowałem się pochylić na chwilę nad tym problemem gdyż temat jest bardzo ciekawy i dotyczy nas wszystkich.

Na początku krótki rys historyczny dla przypomnienia szczególne młodszym z czym mamy do czynienia. Piractwo wokół którego znowu jest szum, jest tak stare jak sama dystrybucja elektronicznej własności. Choć nie wgłębiłem się w temat obstawiam, że muzyka była wolna od bezprawnego kopiowanie jedynie w epoce czarnego krążka. Wtedy, technika wsparła wykonawców umożliwiając im dotarcie do szerokich mas bezpośrednio nie wykonując utworów jednocześnie dając im całkowitą kontrolę nad dystrybucją. Takiego komfortu jak się okazało nigdy już mieć nie mieli. Każdy miecz ma dwa ostrza i chwilę potem pojawiła się już możliwość utworzenia kopii na taśmie magnetofonowej. Można chyba jednak zaryzykować stwierdzenie, że ten rodzaj piractwa miał bardzo pozytywny wpływ na popularyzację muzyki oraz na promocję wartościowych materiałów. Taka możliwość  była wręcz pożądana z punktu widzenia właściciela muzyki. Dlaczego? Spełniała bowiem funkcję bardziej funkcję promocyjną. Odbiorca mógł zaznajomić się z materiałem – jednak nie był to pełnowartościowy produkt. Kopia była zdecydowanie gorszej jakości. Jeśli wiec muzyka okazała się warta zainteresowania , słuchacz musiał zakupić nośnik i oddać to co należne muzykom i całemu łańcuszkowi produkcyjno-dystrybucyjnemu. Sielanka nie trwała długo. Wraz z pojawieniem się idealnego (prawie) źródła muzyki (płyta kompaktowa) pojawiła się płyta CD-R wraz z możliwością bezstratnego kopiowania dźwięków. Jednak to był tylko przedsmak tego co za chwilę mieli otrzymać miłośnicy darmowych dźwięków. Komputer, który od pewnego czasu służył już do wszystkiego - od pomocy w pracy inżynierów  do gier „Jet Set Willy” – teraz miał teraz zacząć spełniać kolejną rolę – domowego centrum multimedialnego. Naturalnie, przyczyniła się do tego technika umożliwiająca nagrania dźwięków na twardym dysku i innych nośnikach które stawały się coraz bardziej pojemne i coraz tańsze. Dość szybko doszliśmy do tego momentu gdy cena nośnika przestała być mierzalna dla jednej płyty pozostawiając jakość na poziomie akceptowalnym przez większość słuchaczy. I można by powiedzieć, że to był koniec przemysłu muzycznego jaki znamy. Kolejnym krokiem – jak się okazało morderczym – okazało się upowszechnienie się szerokopasmowego internetu. Myślę, że to był ten moment w którym nastąpił trwający do dziś spadek ilości sprzedawanych płyt. Tak jak niegdyś technika umożliwiła twórcom muzyki wypłynięcie na szerokie wody tak teraz zadała im potężny cios. P2P, mp3 – nieustanie spędza sen z powiek producentom jak i wykonawcom. Wszelkie próby walki z procederem nielegalnego kopiowania zostały przegrane. Zabezpieczania płyt audio jak to zrobiła Budka Suflera czy proces przeciwko Napsterowi wytoczony przez Metallicę. To wszystko wręcz odwracało się przeciwko muzykom powodując protesty nawet fanów zespołu. Dziś mamy projekt ACTA przeciwko któremu walczy połowa internautów ale czy słusznie? Kto na nim zyska, a kto straci?

Internet zmienił świat w takim samym lub jeszcze większym stopniu jak telewizja. Niewątpliwie otworzył ocean możliwości i dał szansę każdemu na głos. Dziś zdecydowanie łatwiej jest zaistnieć młodemu zespołowi poprzez promocję swoje twórczości w sieci a domowy komputer pozwala zarejestrować w domu dobrej jakości demo płyty, nagrać ją na Cd i wykonać poligrafię. Wszystko pięknie – zatem po co ta ustawa? Zdaniem zwolenników – uchroni ona przemysł muzyczny (między innymi) od załamania i ochroni twórców. Jednak zdaniem przeciwników – to zamach na wolność słowa i nabijanie kasy koncernom. Przecież to one zarabiają na muzyce straszne pieniądze.

Jeśli więc wielkie firmy notują spadki zysku, to mniejsze po prostu przestają istnieć. Druga sprawa. Jeśli wydawca może liczyć na mniejszą sprzedaż a chce się utrzymać to oczywiste jest, że szuka możliwość zwiększenie swoich zysków kosztem np. budżetu na nagranie płyty lub wręcz nie podpisaniem kontraktu z zespołem który nie może liczyć na dobrą sprzedaż. Zatem to szeroko rozumiana sztuka rykoszetem dostaje po głowie a wolność  słowa i możliwości wykonawców choć teoretycznie większe, praktycznie uniemożliwiają dalszą egzystencję.
Do czego więc zmierzamy? Status quo który do niedawna panował w show biznesie faktycznie dawał krociowe zyski wielkim koncernom. Jednak nie zapominajmy, że dawał też zarobić małym, niszowym firmom żyjącym z wydawnictw niskonakładowych. W ostatnich latach jesteśmy świadkami przemiany mediów. Media papierowe zostają wyparte przez elektroniczne, płyty audio przestają się sprzedawać choć coraz więcej osób jej słucha. W najbliższych latach się zmieni jakość muzyki oraz jej jeszcze bardziej jej dystrybucja. Z technicznego punktu widzenia proces tworzenia płyty przebiega mniej więcej tak. Zakładając, że zespół ma świetny materiał i chciałby wynająć dobre studio aby uwiecznić go na płycie. Tak to już niestety bywa że sprzęt do nagrań do najtańszych nie należy i właściciel takiego studia chciałby otrzymać zapłatę za jego udostępnienie. Zazwyczaj nie są to małe kwoty, które grupa napalonych nastolatków jest w stanie wyłożyć. Nie wspomnę już o środkach na nagranie teledysku bądź reklamach w mediach. Najczęściej więc do realizacji tego celu niezbędny jest więc wydawca, który jest w stanie zainwestować środki licząc na ich zwrot i zysk ze sprzedaży płyt. Do tej pory wszystko trzymało się kupy. Wykonawca po przygodach w profesjonalnych studio otrzymywał swoją upragnioną płytę i trochę grosza do kieszeni, a wydawca - nawet jeśli zespół nie zarobił dla niego majątku – przynajmniej nie stracił na tym. Jednak już teraz okazuje się że wydanie płyty to dobrowolne skazanie się na stratę finansową. Co roku rynek muzyczny się kurczy i kolejne zespoły zostają pod kreską poniżej której wydanie płyty w „realu” jest ekonomicznie nieopłacalne. Nie trzeba chyba dodawać, że to są zespoły niszowe, czerpiące dochody na swoją działalność tylko ze sprzedaży płyt bądź z koncertów klubowych. Zespoły mainstreamowe potrafią zaakceptować nawet stratę z nagrania płyty a wręcz rozdać ją za darmo co z resztą zwolennicy „free mp3 dowload” biorą na swoje sztandary. One i tak żyją ze koncertów kupionych przez urzędy miasta  czy domy kultury, dostają tantiemy za wykonanie w radio czy jak co bardziej obrotni mają sponsora w postaci dużej firmy. Jednak co w przypadku gdy, zespół dopiero stawia swoje pierwsze kroki i nie jest gwiazdą klasy np.Radiohead? Oczywiście – jak podkreślają znawcy tematu – w tych czasach można się nagrać samemu. Nie przeczę – można. Ale co dalej? Zwolennicy darmowej muzyki otrzymają to o co tak walczą - darmową muzykę … nagraną za darmo w domu na darmowym oprogramowaniu. Choć będą narzekać na jakość produkcji na forach zawsze będzie nadzieja że to kompresja mp3 kopii którą akurat ktoś ściągnął z sieci. Jeśli nawet zespół mając 1000 lajków i 2000 odsłon na YT, ruszy na trasę aby zarobić na porządne studio okaże się że frekwencja jest mizerna bo to tylko „wirtualni” fani którzy na darmo mp3 mogą posłuchać ale wydać 10zł na koncert to już inna bajka.

Nie łudziłby się też płyty zaczną się sprzedawać  w wersji elektronicznej bo takie argumenty też słyszałem. ITune to raczej w Polsce ciekawostka niż realna siła sprzedaży. Również argument „cena płyty” też chyba nie jest trafiony. Owszem są jeszcze płyty po 60zł ale sporo z nich można już kupić za 25zła starsze nawet za 14zł. Czy to ciągle za drogo? Jaka jest cena którą byłby w stanie zapłacić słuchacz nie wchodząc na chomika? 10zł, 5zł? Niestety obawiam się, że większość i tak by stwierdziła „po co mam płacić 5zł za płytę skoro mam 1TB dysk a na nim dużo miejsca na free download”.

Paradoksalnie więc ACTA lub jakakolwiek inna ustawa która realnie zmniejszyłaby skalę piractwa byłaby korzystna właśnie dla młodych, ambitnych zespołów które nie mogą liczyć na zewnętrzne wsparcie finansowe. W przeciwnym razie złota płyta będzie w Polsce przyznawana za 5000 sprzedanych sztuk. Całkiem możliwe, że i tak zespoły chcące mieć takową będą musiały same je kupować jak kiedyś The Beatles.

Chyba wszyscy się zgodzą z tym że, nie może być tak, iż wszystko to co nie jest namacalną rzeczą można bez ograniczeń brać gdyż wydawca nie ponosi uszczerbku – lub wręcz powinien być wdzięczny za rozpropagowanie i promocję swojej własności. Jak usłyszałem w radio „wykonawcy stali się zbyt pazerni” gdyż chcą aby im płacono za wykonanie utworu nawet jeśli fizycznie w danej chwili go nie wykonują bo tak właśnie działa nagranie i odtworzenie muzyki z CD. Choć to jeden głos w sprawie, widać jak wypaczona została idea własności intelektualnej przez internet gdzie „wszystko jest za darmo”. Nie czarujmy się – nie chodzi tu szumnie manifestowaną wolność słowa. Chodzi o pieniądze które już nie muszą być wydane na płytę. Nikt przecież nie wierzy w to, że Youtube, Wikipedia czy cała masa legalnych serwisów zostanie zamknięta z dnia na dzień.

Jakie są możliwe scenariusze? Osobiście widzę chyba tylko trzy. Najbardziej sprawiedliwym lecz utopijnym jest taki, że każdy płaci za ściągnięty legalnie plik bądź za jego odtworzenie (jak VOD). Ilość legalnych elektronicznych kopii przewyższa liczbę sprzedawanych kiedyś nośników audio kilkadziesiąt razy (gdyby policzyć wszystkie mp3 to pewnie byłoby to realne) dzięki temu wystarczy że cała płyta kosztuje 2 zł a wydawca i wykonawca już wiążą koniec z końcem. Niestety wymagałoby to zaszycia informacji o prawach w każdym nośniku bez możliwości jego obejścia – lepsza wersja DRM. Znając jednak tęgie głowy od łamania zabezpieczeń – raczej trudna sprawa do wykonania.

Drugim jest właśnie ACTA – wyszukanie i zablokowanie serwerów z nielegalnymi plikami. Sytuacja teraz jest dość kuriozalna - choć wszyscy wiedzą, gdzie można ściągnąć całe płyty nikt nie może nic zrobić. Technicznie rzecz biorąc faktycznie taka operacja byłaby możliwa do przeprowadzenia. Mając jeszcze możliwość podpięcia się do botów np.Google dość łatwo można by przynajmniej utrudnić ściąganie piratów poprzez filtrowanie serwisów. Z resztą podobnie pilnuje interesów swoich reklamodawców sam Google.  Niestety pojawił się tu problem z „cenzurą internetu”, szpiegostwem i całą resztą zdobyczy zachodniej cywilizacji. Sprzeciw jest tak wielki że prawdopodobnie pomysł upadnie pod tym ciężarem.

Trzecim scenariuszem jest opcja „wszystko za darmo” promowany przez grupy „Anty ACTA SOPA” itp. Czyli  - jak sobie wyobrażam implementację na muzycznym poletku - wydawca inwestuje w zespół np.50tyś. zamieszcza wszystko w sieci, podaje numer konta i czeka …

Taxonomy: