Przedwojenne polskie kino miało swoje gwiazdy – i Helena Grossówna była jedną z tych, które naprawdę przyciągały tłumy. Torunianka, tancerka, aktorka i żołnierka AK – jej życiorys to nie jest prosta historia kariery filmowej, lecz opowieść o kobiecie, która w ciągu kilku lat zdążyła zagrać w 17 filmach, a potem zamieniła plan zdjęciowy na konspirację i Powstanie Warszawskie. Urodziła się 25 listopada 1904 roku w Toruniu i przez całe życie pozostała związana z tym miastem, choć los rzucał ją w różne strony Europy. Zmarła 1 lipca 1994 roku w Warszawie – przeżyła prawie 90 lat, które wypełniła po brzegi.
Toruńskie korzenie i pierwsze kroki na scenie
Helena Grossówna była córką Leonarda – rzeźnika – i Walerii z domu Winiawskiej. Dorastała w Toruniu, w mieście, które w tamtym czasie dopiero wracało do Polski po latach zaboru pruskiego. Ukończyła szkołę średnią i szkołę baletową w Toruniu. Talent był widoczny od wczesnych lat – muzyka, ruch, scena. To nie była przypadkowa pasja.
Helena Grossówna debiutowała w grudniu 1924 roku na deskach Teatru Miejskiego w Toruniu jako statystka w „Księżniczce czardasza”. W 1926 roku ukończyła toruńską szkołę baletową i zaczęła występować jako tancerka. Był to dopiero początek drogi, której kolejny etap wiódł daleko poza granice Polski.
Paryż, Włochy i powrót do kraju
W roku 1928 wyjechała do Paryża, gdzie była uczennicą kursów baletowych M. Krzesińskiej i B. Niżyńskiego. To były nazwiska z absolutnego szczytu ówczesnego świata baletowego – Matylda Krzesińska i Bronisław Niżyński to nie przypadkowi instruktorzy. Wzięła też udział w tournée baletowym po Francji i Włoszech. Europejskie doświadczenie robiło różnicę – zarówno w technice, jak i w rozumieniu scenicznego rzemiosła.
W roku 1930 powróciła do kraju i ponownie występowała w Toruniu, a następnie w Bydgoszczy i Poznaniu. Sukces w operetce „Jacht miłości” na deskach poznańskiego Teatru Nowego przyniósł jej angaż do Warszawy i otworzył drogę do kariery filmowej. Jeden spektakl, jedna rola – i wszystko się zmieniło.
Warszawa i teatry kabaretowe lat 30.
W stolicy Grossówna szybko znalazła swoje miejsce. Grała od roku 1935 w teatrzykach stołecznych: „Cyruliku Warszawskim”, „Wielkiej Rewii”, „Małym Qui pro Quo” oraz w Teatrze Letnim. To była Warszawa w pełnym rozkwicie – kabarety, rewia, operetka, piosenka. Grossówna pasowała do tego świata idealnie.
Duże znaczenie miało tu zapewne doświadczenie zdobyte w toruńskiej Miejskiej Szkole Baletowej, zapewniające jej piękno ruchu przed kamerą. Nie była tylko aktorką – była tancerką, która grała. To widać w każdej zachowanej roli. „Najpiękniejszy uśmiech Warszawy” – tak nazywały ją przedwojenne gazety w stolicy.
Filmografia – 17 filmów w cztery lata
W 1935 roku debiutuje w filmie Marty Flantz „Kochaj tylko mnie”, jako tancerka. Skromny start – ale publiczność ją zapamiętała. Kolejne role przychodziły szybko.
W ciągu zaledwie czterech lat – od 1935 do wybuchu wojny – Helena Grossówna pojawiła się w 17 filmach. To tempo, które dziś robi wrażenie nawet w kontekście współczesnej produkcji.
Najważniejsze role przedwojenne
W swoim dziewiątym filmie „Piętro wyżej” (1937) Leona Trystana grała główną rolę kobiecą, podobnie jak w „Robercie i Bertrandzie” (1938) Mieczysława Krawicza. W „Pawle i Gawle” (1938) Krawicz obsadził aktorkę w roli dorosłej Violetty, zmuszonej do udawania cudownego dziecka. To była rola wymagająca precyzji komediowej – i Grossówna poradziła sobie z nią znakomicie.
Pojawiła się też jako swoja imienniczka w cenionej do dziś „Zapomnianej melodii” (1938) w reżyserii Konrada Toma i Jana Fethke. Popularną piosenkę „Panie Janie” z tej komedii możemy dzisiaj obejrzeć na ekranie w autorskim układzie tanecznym, przygotowanym przez Grossównę. Nie tylko grała – była też choreografką własnych scen.
Grała u boku najbardziej znanych aktorów, między innymi Eugeniusza Bodo, Adolfa Dymszy czy Aleksandra Żabczyńskiego. Grywała młode temperamentne panienki, córki arystokratów i przedsiębiorców, grzeczne dziewczyny z dobrego domu, tajemnicze nieznajome, wesołe służące. Szeroki repertuar – i każda z tych ról wypadała naturalnie.
Hollywood na horyzoncie
Krążyły pogłoski, że 1 października 1939 roku Grossówna i Adolf Dymsza mieli się spotkać z agentem z Hollywood. Te plany przekreślił wybuch II wojny światowej. Trudno powiedzieć, jak potoczyłoby się życie Grossówny, gdyby historia poszła innym torem – ale faktem jest, że w tamtym momencie była jedną z najgorętszych nazwisk polskiego kina.
Okupacja – kelnerka, aktorka i żołnierka
Kiedy Niemcy wkroczyli do Warszawy, Grossówna nie wyjechała. Została. Podczas okupacji pracowała jako kelnerka, ale sporadycznie pojawiała się w jawnych teatrach. Szybko jednak zorientowała się, że współpraca z okupacyjnymi teatrami to nie jest droga, którą chce iść.
O tym, że jego mama przez całą okupację była w jednej ze specjalnych komórek informacyjnych AK, syn dowiedział się dopiero w Szwecji od jej dawnego dowódcy. Grossówna przez lata nie mówiła o tamtym czasie. Swojemu jedynemu synowi Michałowi Cieślińskiemu opowiadała, że w czasie Powstania „latała z torbą”. Skromność – albo coś głębszego, co wielu weteranów tamtego pokolenia nosiło w sobie do końca życia.
Powstanie Warszawskie – pseudonim „Bystra”
W stopniu porucznika dowodziła podczas Powstania Warszawskiego oddziałem kobiecym w ramach batalionu „Sokół” (pseudonim „Bystra”). To nie była rola pomocnicza – to było prawdziwe dowodzenie w warunkach walk ulicznych.
Za odwagę w walce o wolną Polskę odznaczona przez Prezydenta RP na uchodźstwie prestiżowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Po kapitulacji powstania trafiła do obozu jenieckiego w Gross-Lübars, a następnie do stalagu w Oberlangen.
Obóz w Oberlangen został wyzwolony 12 kwietnia 1945 roku przez oddziały 1. Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka.
Miłość znaleziona w obozie
W Oberlangen Grossówna poznała swojego przyszłego męża, Tadeusza Cielińskiego, którego oddziały – wchodzące w skład armii Stanisława Maczka – wyzwoliły obóz. Historia, która mogłaby być scenariuszem filmowym – żołnierka AK i oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, spotkani w momencie wyzwolenia.
Z przyczyn politycznych powrót do zawodu nie był łatwy – tak jak życie żołnierza AK i oficera Polskich Sił Zbrojnych w powojennej Polsce. Oboje musieli mierzyć się z rzeczywistością, w której ich wojenna przeszłość była przez władze traktowana jako problem, nie zasługa.
Powrót do teatru i filmografia powojenna
Do kraju powróciła w 1946 roku i rozpoczęła pracę w teatrach, najpierw w Krakowie, a następnie w Warszawie. Od 1948 roku do emerytury w 1962 roku występowała w Teatrze Syrena. Ponad dekada na jednej scenie – to była jej powojenna stabilizacja.
Filmowo wróciła, choć już w zupełnie innej roli. Zagrała w filmach: „Kolorowe pończochy” (1960), „Mój stary” (1962), „O dwóch takich, co ukradli księżyc” (1962), „Zbrodniarz i panna” (1963), „Niekochana” (1965), „Podziemny front” (serial TV, 1965), „To jest twój nowy syn” (1967).
Drugoplanowe role nie przynosiły już takiej satysfakcji i Grossówna zakończyła swoją karierę. Trudno się dziwić – kobieta, która przed wojną była gwiazdą pierwszego planu, po wojnie grała epizody. Przyczyną jest zapewne decyzja powojennych, komunistycznych władz, które skazały ją na zapomnienie w zemście za przeszłość aktorki i jej walkę w AK.
Ostatnie lata i pamięć o Grossównie
Po spokojnie spędzonej emeryturze, zajmując się ogródkiem i wnukami, zmarła w Warszawie 1 lipca 1994 roku. Przeżyła prawie 90 lat – i niemal każdy z nich był pełny.
Toruń pamięta o swojej gwieździe. 10 grudnia 2016 roku decyzją Rady Miasta Torunia Helena Grossówna została patronką nowego ronda przy ulicy Kościuszki w Toruniu. W tym samym dniu odsłonięto tablicę pamiątkową na Szkole Podstawowej nr 6 przy ulicy Łąkowej, do której uczęszczała Helena Grossówna. Tablicę ufundowali organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Toffifest.
16 kwietnia 2026 roku Helena Grossówna została patronką nowego tramwaju w Toruniu. W 2025 roku ukazała się biografia aktorki autorstwa Marka Telera zatytułowana Helena Grossówna. Optymistka być – pierwsza pełna książkowa opowieść o jej życiu.
Helena Grossówna w dwudziestoleciu międzywojennym gościła na okładkach kolorowych magazynów i błyszczała na ekranie w najbardziej kasowych filmach. Dziś wciąż nie ma należnego jej miejsca w polskim panteonie filmowym. Być może to się powoli zmienia – tramwaj, rondo, biografia. Toruń przynajmniej wie, kogo powinien pamiętać.
